Jak (nie) polecieliśmy do Amsterdamu podczas pandemii koronawirusa
Lifestyle

Jak (nie) polecieliśmy do Amsterdamu podczas pandemii koronawirusa

Krzywe domy, a u ich stóp urokliwe kanały, domy na wodzie, największy w Europie targ kwiatowy, śledzie w bułce i tulipany, które od lat są symbolem Holandii. Trafiła nam się doskonała pogoda, ok. 13 stopni, lekki wiatr, ludzie uśmiechnięci, poruszający się tylko na rowerach. Amsterdam to nasze spełnienie marzeń!

STOP!

To byłoby spełnienie marzeń, gdybyśmy polecieli. Nasz samolot startuje w sobotę 14-stego marca, a my zostajemy w domu. Dosłownie. I nie lekceważymy zdrowia swojego i innych osób. Stosujemy się do zasad bezpieczeństwa, minimalizujemy ilość wyjść z domu. Zrobiliśmy niewielkie zapasy, tylko po to aby zminimalizować ilość koniecznych wizyty w supermarkecie. Ola pracuje zdalnie z domu, tak jak cała jej firma. Koronawirus zepsuł nasze plany, które był dla Matiego urodzinowym prezentem. Byliśmy wściekli – straciliśmy pieniądze (teraz już wiemy, aby na przyszłość rezerwować noclegi zawsze z możliwością wcześniejszego odwołania). Ubezpieczenia poszły w górę – nie załatwiliśmy tego wcześniej, kolejna rzecz na listę „do zapamiętania”. Przepadną nam loty, ponieważ Wizzair, jako jedna z dwóch tanich linii lotniczych nie poszła swoim klientom na rękę i nie wprowadziła elastycznej zmiany rezerwacji w obliczu pandemii, którą ogłosiła Światowa Organizacja Zdrowia.

Jesteśmy wściekli. Byliśmy. Już nam przeszło. Amsterdam nie ucieknie. Jeszcze tam pojedziemy, chociaż z pewnością planowanie kolejnej podróży w to miejsce, będzie nam się kojarzyło z tygodniem pełnym rozmów i najmądrzejszymi na świecie ludźmi, którzy 10 razy dziennie raczyli nas zdaniami „No, ale odwołajcie to!”. To też nas wkurzało. Jesteśmy dorośli. Sami podejmujemy decyzje i jeśli uznamy, że coś może stanowić dla nas i innych zagrożenie życia lub zdrowia, to oczywiste jest, że z czegoś zrezygnujemy.

W zeszłym tygodniu w Holandii przypadków zakażenia było 183. Zero śmiertelnych. Na dzień wczorajszy to 503 przypadki i aż 5 śmiertelnych. I tak, w obliczu takiej sytuacji definitywnie postanowiliśmy odłożyć nasze plany. Ale wciąż jesteśmy wkurzeni na teksty w stylu „A nie mówiłem/mówiłam! Od razu trzeba było mnie słuchać”. To nasza decyzja. Mamy przyjaciół, którzy lecą dziś do Oslo, inni lecą za chwilę do Kopenhagi. Co im mówimy? „Uważajcie na siebie”, a nie „Pogięło Was!”. Szanujcie decyzje innych, nawet jeśli się z nimi nie zgadzacie. To ich wybory.

Koronawirus budzi panikę i frustrację. Powoduje nie tylko ludzką chorobę, ale psuje również relacje międzyludzkie. Wpływa na społeczeństwo. Nie wszystkich stać na zrobienie zakupów, podczas gdy inni wykupują całe półki w sklepie. I tak – my też się boimy. Czujemy się, jakby ktoś zachwiał nam grunt pod nogami, bo nagle nie mamy już planów, nie wiemy co będzie jutro i nie mamy pojęcia, kiedy sytuacja nagle się ustabilizuje.

Stajemy teraz w obliczu sytuacji, kiedy najważniejszą wartością powinno być dla nas zdrowie i bezpieczeństwo. Swoje i innych. Odpowiedzialność społeczna. Decyzja o zostaniu w domu, to też mniejsze ryzyko na przywiezienie do kraju czegoś z Holandii. Boimy się i nie rozumiemy ludźmi, którzy z całej sytuacji się śmieją. Nie popadamy jednak w paranoje. Jeździmy komunikacją miejską jeśli jest taka konieczność i wychodzimy z domu. Myjemy ręce. Łykamy witaminy.

Ale wciąż się boimy.

You Might Also Like